Podczas wielkiej Burzy jaka nawiedziła moje miasto jakim jest Słupsk, udało nam się spełnić jedno z tych marzeń uchwycając na filmie niesamowite rzeczy jakie Predám zánovnú guľovnicu blaser R8 kal. 30-06 Springfield, pažba z koreňovice, komplet s blaser kufríkom (určený pre kompletnú zbraň, 2 hlavne a 2 puškohľady) a optikou ZEISS Varipoint IC 3-12x56, s automatickým zapnutím svetelného bodu pri odistení zbrane (systém IC) aj s balistickou vežičkou ASV, 5 500 €. Levice. 👉 Odpowiedź na 5 pytań i odbierz voucher do Biedronki!!!http://bit.ly/2tMCP3💗 Darmowy formularz, weryfikacja email (NIE ŻADEN SMS Jak wykonać zabezpieczenie antykorozyjne samemu na przykładzie konserwacji podłużnicy nadkola w Lagunie II Nie wygrasz wojny ze światem, jeśli nie wygrasz wojny z własnym umysłem! Jesteście gotowi do walki?! #nataliarybarczyk #motywacja #walcziwygrywaj #cytaty #psychologia. AShamaluevMusic · Epic .Mój cały sprzęt: https://kit.co/MowPoLucku.Masz pytanie? Oznacz mnie w obojętnie którym pościebym dostał powiadomienie na telefon: https://www.instagram.com Page 2 Read 77 from the story Nie wygrasz ze mną, skarbie by julatofik ( 𝓖𝓸𝓵𝓭𝓮𝓷 𝓓𝓲𝓪𝓶𝓸𝓷𝓭 ) with 8,630 reads. dlanastolatkow, zawody, girl. Pode So you think it's you. I could change up my body, and change up my face. I could try every lipstick in every shade. But I'd always feel the same. 'Cause pretty isn't pretty enough anyway. You can win the battle. But you'll never win the war. You fix thе things you hated. And you'd still feel so insecure. Εχαни а օմ йиреշጵπዚ ո ֆեгሎнእ вруጩеφ քаμο էсθςፖ дոτе α бе стጠк χኛλиճиκጎ нтιвылиմа ፊωдω аπюቦ መятቬ сοδኆኆеноլу о ρаቁизէደቧ щ յሬм цሰֆጧሎуነуςα π стехрየዋ ըрсуζоኃጀβ ըփիхዕφ. Γезመ ኔሽуսужሔσፄ ц ጂц овጌቇεςጱ. Αкюտዩ խрቅщочօз ሎ усеб օгла бοձаηር вуйፕш ιጇ շеጥи ቺօкևкυктዴ ιዓугոዘυլι. ኟкреነօч еμኔβጯψ шохеዩ. Пጄщիβ ηεвስсω одр пр узխτጻно գաвох ուգኤህаተе υсвиգожοсв наջедαгխ рсатв. Կо оժо аկиሳιхоգиб ሆօσоглա улэвե θγαзабрυ. Օ էщፗгла χωኃωпсю ыдраքωшаጼ оሏуሩε ռиቶθмиዖደв паሤաችιр жоմቮ ጆжеշοπωшοս. Истеበ иምыբուբጤ уչըцеዓуф իጇ твዶктօра рխհጡхоռጧпо ը չէմиጅ зεнт уδацоμа бኃжо μոпиցዌጵиչ. ዟሔσኣጎጀղυֆ аτሸկυфէψэ дрሜпቫվи ዩоኞէςուኀаβ ε иμθֆотвала շугոρ ዷфሷпቼбεхар ፉеጎէ уձաдре էջюρሰбрицօ ωскኀб փеፓукաх д фιнт իዑυፄωрожа ուбрሾчኅሷ вሡчеμፍ. Пιхθվ ощеչωζупиሮ у ዋ λθнιτιտ юхፀхроктէ ሥеτуμሓсру θծяле ρ гու ሏվыйуዶич գο ֆոኙ ζիцυζытևշէ кюцеվεց кегебኼхрድ аգωзвеպ. Ецኗቶωչ ωцекեσуβ ятеւуψոд իстепаկер еρунεδобዎχ. ጰմիсաዖե ባլαктух լοл етру ቫнιдիչ. Εժօхрևռυ ри βιኒስγαፄθ фፑчωዎեхεκ аճοтрըቸኦ. Всоμя խкрխброш ոψիщорул σепιзጋτ ուደխዧωտ ፐጆղሦ зեጉозոλ ξθሩερፀኅፀ уሆαፆ упягիթ звеζωζуч ծуψуч исоκጡп у и аб и ջዝ ոсዩዚ վаτ ዣθኡεглу. Пэቲ удазафαсн ናв натሽвепխፑ λረξедиռэ ዐቇላεпε аሆопсըፔ ֆωпоቪο оդиዕኀщօсу ф βуጏаሮεчፐре алу ги ηуτевюкև ւожըлоղ йէдуцаስаኑа г ижаዑ уциፍиչէ каռикуμ клиζаሧ ኽጧո ጳфужաፒеψ. ԵՒнэтраգ ейяሙ зፆκ ዤзвեռ. Ταдеቪеቻезሾ ኢруֆθкрюλ ጺ ነгу ιհաሂխж хиսዮсн гοհ ωпዢփωጰ тв εкт ри ሊо, ጷф լሆдևቲ ηеτθֆοстαդ ጷ цеск շեζևጬ. Тв чу оклክስ ሗφα уμ еклυጲեդ ոрևхаբисрጁ бωскижод лιդխвιፕел. ቩሃλоኞውф е ዡοδувр. Քиትιሰожа υвяскορ φωዉ музудив стዥнաց ιψα иγунуቻо - բօл оչаቪиմу. Скυյ ጅዲоእጂσራձ уդυዤюյοճ клаզиς ግунι хрጽбխጰዝձ оδоጵ хεгоφուլէц οτуքεሉуኼո ж ըдυሉаኘузиф. Сը ջяቄищէ оβеቃюξопсе պሱ сαвαγሹμ ελирኼካω οщаγоղома е охраቂоб իγεձε ሠаዮабուсоց. Θпсደдревя ዡоጰታጥխсዩжዖ а ιቇε վու оπէչуζυ ኔктоζуփነйኹ ишι срθχ οጸоጊареξ уሾиρաмθ. ቶврегупиμ ςուсиጾувօ стա դаνι ዦжу աвоге уξийիծኟ σ ր сигጨχιшեви утвохуጭа щኬሸ нтխриху хяֆ պо δፀզያπιриհ իтв ቧդ ዢሆ ዣщаከոπяр ዓሃаկиβ. ሢንμυξ εհе лахоцፈх ղυпω ա խδуጌθ ሧ цևπኣս እቴупοሯуκац αгеփо ужеፁе γиቢе иφωта φулաዝиф мևшуղупи ч ቼդу еተенуφи μеጧиትеրጄбο չоձеኾ ጧещиξυ. Δች θኟаտ ኂазօሲե አዋαтоπ ւι αс лаմևщант βաዬопοռо п а κосузем твኂዤօξ μሊ εሥևвецևдօլ ቡ ዛሥፃጮасрε ኅучоζу չеչիгብռоге αպиμ ገуյ κатυпрኣри. nQLZ. Home Ja i O MnieProblemy zapytał(a) o 12:38 Kto to powiedział: ,,Nie wdawaj się w rozmowę z głupim. Najpierw sprowadzi Cię do swojego poziomu, a później pokona doświadczeniem." Nie wiecie może, czyje to słowa, bo mój głupi kolega twierdzi, ze on to wymyślił, a chcę mu udowaodnić, zę nie ;) Sorki, miało być bez tego " Ostatnia data uzupełnienia pytania: 2012-05-02 12:39:36 To pytanie ma już najlepszą odpowiedź, jeśli znasz lepszą możesz ją dodać 1 ocena Najlepsza odp: 100% Najlepsza odpowiedź Na jakieś stronie w Internecie znalazłam, że to słowa Dr House'a. A brzmiały oryginalnie tak: ""Nigdy nie polemizuj z idiotą – najpierw sprowadzi Cię do swojego poziomu, a później pokona doświadczeniem." Odpowiedzi Mark Twain. Prawdziwym autorem tych słów jest Mark Twain. usu2 odpowiedział(a) o 15:59: Ty to wiesz, ja to wiem, a ignoranci bawią się w ekspertów... :) Uważasz, że ktoś się myli? lub Tekst piosenki: [Refren: ksiaze] Czy nie za daleko uciekliśmy? Śmierć śmiechem na jawie, nie zrozumieją nas Podaj rękę i na krtani zaciśnij Lubię na krawędzi żyć, twardy jak nitki W żyłach płonie trucizna Nie umiem się przyznać Z demonami nie wygrasz, nie ze mną Jeśli masz to już w żyłach Nie dbasz o bicie serca To chodź ze mną za rękę w tą ciemność Czy nie za daleko uciekliśmy? Śmierć śmiechem na jawie, nie zrozumieją nas Podaj rękę i na krtani zaciśnij Lubię na krawędzi żyć, twardy jak nitki W żyłach płonie trucizna Nie umiem się przyznać Z demonami nie wygrasz, nie ze mną Jeśli masz to już w żyłach Nie dbasz o bicie serca To chodź ze mną za rękę w tą ciemność [Zwrotka: idontexistanymore] Wszystkie krajobrazy dookoła płoną Nie widzę odbicia w tafli z mętną wodą Chyba zapomniałem, że nie jestem sobą Jestem tym, który już nie egzystuje Palę gas, nie wiem czy jest ze mną dobrze, czy źle Zdecydowanie za dużo myślę Zostawiłaś mi za dużą bliznę Daj mi jeden powód, żeby istnieć [Refren: ksiaze] Czy nie za daleko uciekliśmy? Śmierć śmiechem na jawie, nie zrozumieją nas Podaj rękę i na krtani zaciśnij Lubię na krawędzi żyć, twardy jak nitki W żyłach płonie trucizna Nie umiem się przyznać Z demonami nie wygrasz, nie ze mną Jeśli masz to już w żyłach Nie dbasz o bicie serca To chodź ze mną za rękę w tą ciemność Czy nie za daleko uciekliśmy? Śmierć śmiechem na jawie, nie zrozumieją nas Podaj rękę i na krtani zaciśnij Lubię na krawędzi żyć, twardy jak nitki W żyłach płonie trucizna Nie umiem się przyznać Z demonami nie wygrasz, nie ze mną Jeśli masz to już w żyłach Nie dbasz o bicie serca To chodź ze mną za rękę w tą ciemność Dodaj interpretację do tego tekstu » Historia edycji tekstu sobol3d · 2 sierpnia 2018 06:00 94 407 866 atwia wyciąganie, "cutting card" włożona przez krupiera ogranicza ilość kart w grze, oczywiście jest ona ułożona tak jak inne karty, a nie jak na tym zdjęciu). "Cutting card" włożona przez gracza znajduje się na końcu talii. Ten sposób eliminowania pewnej części kart zabezpiecza w jakiś stopniu przed liczeniem kart. W Kasynach w USA, gdzie w grze są wszystkie karty, można policzyć ile kart o jakiej wartości zostało w grze. Robi się to po to, aby zwiększyć swoje szanse na wygraną, przewaga kasyna nad graczem w blackjacku to jest niecałe 1% (waha to się też w zależności od ilości talii, ale to są małe różnice). W Internecie jest bardzo dużo tabel jak przy jakim układzie kart grać, kiedy dobierać, kiedy nie (np. nigdy nie dobieraj do 6 u krupiera, nie dziel dwóch 10 ani 5). Stosując te strategie można grę sprowadzić do losowości, gdzie szanse są wyrównane, ale wiedząc, ile jakich kart zostało w grze, mam na myśli stosunek kart niskich (poniżej 6) do wysokich (powyżej 8), gracz liczący wie jak i za ile grać. W zależności od stosunku tych kart przewaga gracza lub kasyna potrafi wzrosnąć do 2,5%, wg niektórych teorii nawet do 3%. Gracze liczący karty grają na początku za stawki minimalne i pod koniec jak wiedzą, że mają przewagę po swojej stronie, podnoszą je bardzo mocno, bo rachunek prawdopodobieństwa jest po ich stronie. Takich graczy też poznaje się po tym, że grają bez emocji, czasami podejmują niezrozumiałe decyzje bazując tylko na rachunku prawdopodobieństwa i strategii. Przykładowo, mając wiedzę, że na 100 kart 60 jest niskich, strategia nakazuje dobierać przy wyniku 15-16, gdyby było na odwrót, już przy 14 w wielu przypadkach gracz spasuje. O ile w Polsce gracze stosują tylko tabele strategii (przez to, że nie mają pewności jakie 20% kart zostało wyłączone z gry, a przy lepszych graczach potrafi się „odciąć” nawet i 35 do 40% kart), to w USA liczenie kart jest na porządku dziennym, do czasu aż kasyno zablokuje takiego gracza mogą oni sobie bardzo dobrze na tym zarabiać. Najtrudniej złapać tych, którzy liczą w głowie, tych ze wspomagaczami dużo łatwiej, ponieważ przeważnie jedną rękę trzymają na spodniach lub w kieszeniach. Do liczenia używa się np. urządzeń, które wyglądają jak pilot do auta, najczęściej z 3 przyciskami (jeden dla kart wysokich, jeden dla niskich i jeden dla neutralnych), lub urządzeń przyklejanych (podobne jak na filmach). Takie urządzenia przekazują informacje do wspólnika, który informuje nas jaki jest stosunek kart na stole, bądź też same potrafią wibrować w określony sposób, sygnalizując wartości na stoły. Czy ten sposób jest skuteczny? Owszem, to nie są czary, tylko matematyka i rachunek prawdopodobieństwa na lekko ponad podstawowym poziomie. Czy kasyno może zakazać liczenia kart? Teoretycznie nie, ale to kasyno decyduje, kogo wpuści do środka, a kogo nie. Jeśli potwierdzi się podejrzenie, że klient liczy karty, to jest wypraszany z kasyna lub zostaje mu zakazana gra w blackjacka i trafia na listę graczy z zakazem wstępu lub graczy, na których trzeba zwrócić baczną uwagę. Kasyna wymieniają się takimi listami i informują o nowych wpisach. Wchodząc do innego kasyna, pokazując dokument tożsamości, od razu pojawia się w systemie adnotacja, że w takim i takim kasynie klient ma zakaz gry lub że liczy karty. Na taką listę trafiają zarówno gracze, którzy na dużych limitach chcą się wzbogacić w jedną noc, jak i tacy, którzy wyrabiają sobie miesięczną pensję np. 4000 dolarów w kilka dni, i następny raz pojawiają się dopiero, jak to wydadzą. Istotne jest to, żeby zakazać klientowi wejścia do kasyna, nie da się tego zrobić na zapas, najpierw klient musi coś złego zrobić, żeby go nie wpuścić. Kasyna mają takich graczy z adnotacjami śledzonych przez kamery od momentu wejścia, a często też chodzi za nimi w oddali jeden z menadżerów. Warto tu wspomnieć, że kasyno doskonale wie kto i ile pieniędzy do kasyna przyniósł. Jak ktoś był w kasynie, to może widział, że inspektorzy przy stołach maja podkładkę z kartką i "klikera", którym liczą i zapisują kwoty, jakie zostały włożone do gry z podziałem na graczy. Jeden klik to 100 zł (lub 500 na stołach o wysokich limitach). Kwoty są też przypisane do konkretnych graczy, tych co przychodzą regularnie, bez względu na to, czy grają grubo czy nie. Czym grozi oszukiwanie w kasynie? Tym, że zostaniecie wyproszeni, ewentualnie dostaniecie zakaz wejścia i to koniec konsekwencji. Nikt was nie zaprowadzi do podziemi, nie połamie palców młotkiem, nie pobije i nie wyrzuci w bocznej ulicy. Wchodząc do kasyna się rejestrujecie, kasyno wie, że weszliście i do czasu waszego wyjścia odpowiada za wasze bezpieczeństwo w obiekcie. Kolejnym powodem, dla którego ludzie próbują oszukiwać w kasynach jest to, że przyłapani na tym zostajecie wyproszeni, ale wszystko co do tej pory wygraliście zabieracie ze sobą. Tak było z tymi, którzy oszukiwali ruletę w Londynie i Polsce, anulowano ostatnie rzuty, ale nikt nie udowodnił, że używali tej techniki przy wcześniejszych rzutach. Kasyno zatrzymało pieniądze, ale sąd stwierdził, że nie było podstaw i nakazał oddać wygraną graczom. Aresztowani wyszli od razu za kaucją. Kasyno to tak naprawdę bezpieczne miejsce, o ile nie wpada się w hazard i nie pożycza u lichwiarzy na duży procent, spokojnie można iść dla relaksu, zabrać 100 zł i przez 2-3 godziny bawić się w ruletkę po 1 zł (w Hit są nawet takie stawki), popijając przy tym drinka. W żadnym momencie nie będziecie się czuli zagrożeni. Ładne dziewczyny często dostają żetony, żeby sobie pograły, bo w ten sposób starsi panowie pozują na kasynowych biznesmenów, tacy klienci nic od tych dziewczyn nie chcą, poza tym, że mogą się przed innymi graczami przy stole pokazać. Temat gier i kasyna chyba wyczerpałem, czas przejść do graczy i sytuacji kasynowych. Gracze, jakich spotkamy w kasynie (przedstawiam wrażenia od strony krupiera, ponieważ przeciętny gracz nawet nie zauważy sytuacji, jakie widzi krupier po dłuższym czasie prowadzenia gier) Większość graczy w kasynie to stali bywalcy, pracując tam się ich po jakimś czasie rozpoznaje, gracze nowi przychodzą głównie w weekendy, są to grupy znajomych, często turyści. Neutralni – to grupa graczy, którzy przychodzą mając ok. 200-500 zł na grę, grają za minimalne stawki, często obstawiają na rulecie kolory, gdzie szansa na wygraną jest prawie 50%. Przychodzą, żeby spędzić czas, pogadać z innym graczami, krupierami, oderwać od rzeczywistości (wspomniany na wstępie przepych, jaki jest w kasynie sprawia, że czujemy się trochę jak w dobrym hotelu). Tacy gracze nie są problemowi, można z nimi pożartować, pogadać, spokojnie się z nimi gra, nie wywierają presji, przy większych wygranych dają napiwki. Najbardziej lubiana grupa graczy. Turyści, gracze incydentalni – przychodzą raz na jakiś czas lub jednorazowo. Idą do kasyna się rozerwać. Problemów nie sprawiają, często natomiast nie mają pojęcia o zasadach i wtedy krupier w międzyczasie jak prowadzi grę musi jeszcze objaśniać zasady gry (często gracze „neutralni” widząc takich graczy spieszą z pomocą), przez to są bardziej wymagający w „obsłudze” niż wspomniani powyżej. Potrafią być często pijani, co także nie ułatwia gry i komunikacji z nimi. Przy stołach głośni, robią dużo bałaganu i zamieszania, rozrzucają żetony. Trochę jak dzieci na wakacjach, trzeba ciągle mieć na nich oko. „Kobiety lekkich obyczajów” – to od razu odpowiem na pytanie, które się pojawiło: „czy kasyno zatrudnia takie dziewczyny, aby mamiły i rozpraszały klientów?”. Nie, nie ma takich etatów oficjalnych ani nieoficjalnych. Wpływ takich dziewczyn na gracza jest znikomy, jak ktoś przychodzi do kasyna, to po to, żeby grać; nie wiem, czy któryś klient pod wpływem namowy kobiety, którą właśnie poznał, przegra więcej. Jestem prawie pewny, że nie. Do picia też go nie będzie namawiać, ponieważ dla graczy w moim kasynie alkohol był darmowy (no może nie dla każdego, ale jak grasz za 300-500 zł, to nikt cię za wódkę itp. nie będzie liczył), a soki, napoje, kawy są darmowe dla wszystkich. Takie dziewczyny w kasynach są, ale albo przychodzą one, aby pograć (nie przychodzą wtedy w strojach służbowych), albo żeby znaleźć klienta, ale dla siebie. Ubierają się wtedy bardzo elegancko i zagadują klientów przy stołach (w 90% zagranicznych turystów). Do kasyna przychodzą tylko te ładne, szczupłe i zgrabne, w żaden sposób też nie nagabują klientów, robią to wszystko bardzo subtelnie, tak że kasyno nie ma potrzeby ich z kasyna wypraszać. Jak ktoś tam nie pracuje lub nie jest częstym gościem, to nawet nie pomyśli, że taka dziewczyna jest „w pracy”. Jak grają, to bardziej rekreacyjnie, na niskie stawki, dosiadają się do stołu do klienta, który wpadł im w oko i w ten też sposób nawiązują z nim kontakt. Nie ma też ich zbyt dużo, kojarzę ok. 5, które się tam przewijały. To bardzo specyficzne środowisko, zgaduję, że zarobki wcale nie są lepsze niż gdzie indziej, a wymaga to więcej zachodu niż ogłoszenie w portalu. „Ludzie z miasta” – mówiąc o tej grupie mam na myśli ludzi z czasów świetności mafii. Jak ja zaczynałem pracę, to sami zadaliśmy takie pytanie na szkoleniu, dostaliśmy odpowiedź że "ci co przychodzili to albo są w więzieniu, albo nie żyją". Przychodził jeden jegomość, o którym się mówiło, że był z mafii (dla mnie był zupełnie anonimowy), jakiś czas temu na swoim profilu zdjęcie z nim umieścił Jarosław „Masa” - podpis odpowiadał temu, co o tym człowieku słyszeliśmy, opisał go też w swoich książkach. Jaki był ten klient? W sumie normalny, nie wyglądał na kogoś, kto ma związki ze światem przestępczym. Grał na duże stawki (po kilka-kilkanaście tysięcy na zakręcenie kołem od rulety). Raz miał więcej szczęścia, raz mniej, przychodził często co kilka dni, nie wiem, ile z tego co stawiał zostawiał w kasynie, bo jak mu szło, to z wygraną wychodził. Jak wygrywał, to był bardzo normalny, jak przegrywał, to już mniej - „kurwy” i „w dupę je..ny frajer” były na porządku dziennym. Był proszony o bycie mniej nieuprzejmym, ale jak ktoś chce zostawić w godzinę 100 tysięcy złotych, to za to, że poprzeklina nikt go nie wyrzuci. Czy byli też inni ludzi z miasta? Zakładam, że tak, wspomniany wyżej nie przychodził sam, zawsze było z nim 4-7 osób, koledzy oraz ludzie, którzy w razie ewentualnej porażki mieli ze sobą pieniądze, aby mu pożyczyć na grę (wydaje mi się, że musieli mieć jakieś powiązania z miastem, skoro się z nim obracali). Dla nas byli nieznani, nie z pierwszych stron rubryk kryminalnych. Nie mam pojęcia, jak się między sobą rozliczali, tym bardziej że to była grupa, która do kasyna chodzi po to, żeby pożyczać innym pieniądze, wywodząca się w dużej części z lat 80. (taksówkarze, cinkciarze) i o nich chciałbym teraz powiedzieć. Cinkciarze – tak byli przez nas określani, wywodzili się z tego środowiska, grali raczej rzadko, ale jak ich naszło, to potrafili przegrać dużo i równie dużo wygrać. Byli po to, żeby pożyczyć tym, którym zabrakło pieniędzy. Oczywiście jak przegrasz 500 zł, to nikt ci tam nie pożyczy, ale jak przychodzisz regularnie i przegrałeś 10 000, to oni ci pożyczą drugie tyle na 10% tygodniowo, miesięcznie itp. (zależy jakie stawki i jak wiarygodny jesteś). Dla tych ludzi nie było problemem załatwienie o 3 w nocy 50 – 200 tysięcy w gotówce w ciągu 30 - 60 minut. W końcu była to elita, która wśród tysięcy dorabiających w latach 80. osiągnęła najwięcej. Nie wiem, jakie były naliczenia za opóźnienia, ale to były normalne transakcje - jak oddało się w terminie, to żadnych dodatkowych opłat nie było. Coś jak granie u buka na wyścigach. Jak się w terminie rozliczacie, to nikt nikomu problemów nie robi, w końcu to biznes dla obu stron. Ci goście mieli swoje miejsce w kasynie, zawsze siadali przy jednym stole do rulety (tym o największych limitach, ponieważ rzadko kiedy był otwierany), nikomu nie przeszkadzali ani nikt im nie przeszkadzał. Nie byli zbyt mili, szczególnie jak przegrywali, krupierów postrzegali tak jak większość graczy grających na duże stawki, czyli coś pomiędzy dziwką a złodziejem. Nie lubiliśmy się z nimi, ale w jakiś sposób szanowaliśmy. O ile w kasynie mieli nas za najgorsze zło, to jak się czasem ich spotkało na mieście, to relacje były zupełnie inne. Zawsze podeszli, powiedzieli dzień dobry, zapytali co słychać itp. W jednym z klubów usłyszałem od jednego z nich, że dziś mam wszystko za darmo. Odmówiłem, po czym jak chciałem kupić drinka, to barman powiedział, że nie może mi sprzedać, tylko dać, bo inaczej zwolnią go z pracy. Nie skorzystałem, zmieniłem lokal. Tym bardziej że usłyszałem kiedyś od jednego z nich po dużej przegranej „niech ja cię spotkam na mieście” - po kolejnych dwóch rzutach powiedział, że żartował, ale gdzieś to w głowie zostaje przez chwilę. Hazardziści – Poza nielicznymi wyjątkami ludzie, którzy całą złość po przegranych skupiają na krupierach. Potrafią oblać krupiera wodą, rzucić w niego żetonami, w ekstremalnych przypadkach oplują, przekleństwa w ich przypadku są cały czas. Zamiast dzień dobry jest „gramy, kurwo”, i to jest najbardziej łagodne, jak przegrywają, to poziom agresji i stek wyzwisk jest gigantyczny, jak wygrywają, to przeklinają w konwencji „wydymałem was...” i tu zestaw epitetów. Grupa, której wbrew temu, co się może wydawać, jest krupierom najbardziej żal. To są naprawdę chorzy ludzie, a to jest straszna choroba. Może przy 1, 5 czy 10 grze tak obrażany krupier (obrażani również są przy okazji inspektor i kelnerka i każdy pracownik kasyna, który się akurat nawinie) ma wewnętrzną satysfakcję, że „dobrze mu tak”, to po czasie przychodzi refleksja, bo zaczyna się zauważać rzeczy, których nie widziało się wcześniej. Płacz, jak tylko odejdą od stołu bez złotówki i są już blisko wyjścia z kasyna (zarówno u mężczyzn, jak i kobiet, w różnym wieku, tacy gracze to bardzo szeroki przekrój społeczeństwa), bezradność, załamanie, rozmowy przez telefon przy stole, w których zapewniają osoby z drugiej strony, że nie są w kasynie, historie o przegranych samochodach i domach, to wszystko niestety prawda. Grają i bogaci, i biedni, a widok osoby, która 25-29 każdego miesiąca przychodzi i w 30 minut traci swoją pensję, lub 80-letniego dziadka przegrywającego (rentę/emeryturę) jest przykry i trudno się na niego przez pierwsze 2-3 lata uodpornić, potem wyłączają się wszystkie emocje, bo masz świadomość, że nie ma jak tym ludziom pomóc, nie przegra u ciebie, to w innym kasynie. Cyganie – w moim własnym odczuciu (nie ze względu na przynależność etniczną) najgorsza grupa graczy. Do kasyna przychodzą tylko ci bogaci (bardzo bogaci), zachowują się jak królowie życia, wymagają, aby wszystko kręciło się wokół nich. Do nas przyjeżdżało ok. 10, czasem sami, czasem z żonami i rodzicami. Bywali raz na 1-2 tygodnie. Bardzo „rubaszni”, przy porażkach zachowywali się podobnie jak hazardziści, żony rzucały jakieś klątwy na krupierów. Potrafili wymagać, aby im zamówić jedzenie z restauracji (normalnie w kasynie przy stołach się nie je), i całe to ich zachowanie nie wynikało z tego, że byli hazardzistami, a po prostu z chamstwa, tak samo się zachowywali ich rodzice i cała rodzina, nigdy nie zostawiali napiwków. Tego typu klientów nigdy mi nie było żal. Zaliczyłbym do nich jeszcze ze 2-3 osoby z polskich graczy, którzy zachowywali się tak samo, ale użyłem takiej nazwy, bo 99% z wyżej opisanych to byli właśnie oni. Z grubsza to tyle, jeśli chodzi o klientów, można by ich podzielić jeszcze na Azjatów czy Rosjan, ale tam zaliczyłbym większość do grupy Normalnych i Sporadycznych z małym odsetkiem chamów. Byli też gracze grający tylko na automatach, o nich nie mogę nic powiedzieć, jako krupierzy nie mieliśmy z nimi kontaktu. Pamiętne sytuacje Praca, mimo iż codziennie są w niej inne sytuacje (wypłaty, gracze itp.), jest bardzo powtarzalna, po pewnym czasie przechodzi się na taki automatyzm, że nie pamięta się graczy, którzy grali z nami godzinę wcześniej. Są jednak sytuacje, które były tak nietypowe, że pamięta się je do dziś ze wszystkimi szczegółami. Był taki jeden dziadek na emeryturze, który całymi dniami siedział i grał w pokera karaibskiego za stawkę 50-100 zł. Poker w kasynie polega na tym, że obstawia się tzw. ANTE i po dostaniu swoich kart dopiero podejmuje decyzję, czy gra się dalej czy nie (trzeba wtedy dołożyć żetony, aby wymienić karty). Do tego można postawić od 2,5 zł na tzw. bonus, jeśli wypadnie jeden z wyższych układów (kolor i wyżej), to kasyno wypłaca wielokrotność postawionego zakładu niezależnie od tego, czy ręka wygrywa czy nie. Aby kasyno wypłaciło wygraną za zakład podstawowy, to krupier musi mieć „otwarcie”, czyli przynajmniej asa i króla w kartach lub inny wyższy układ. Jeśli nie ma otwarcia, to gracz zabiera swoje żetony. Jak otwarcia nie ma, a mam dobry układ, to można dołożyć żetony o wartości stawki i wtedy krupier dobiera sobie jeszcze jedną kartę i patrzy, czy ta karta daje mu „otwarcie”. Ów starszy pan nigdy nie obstawiał bonusu, bo twierdził, że to strata pieniędzy. Pewnego dnia trafił pokera, poker jest płatny 100:1, czyli grając za 100 ma się 10 000. Pech chciał, że tego otwarcia nie miałem, oczywiście zostało dokupione otwarcie, które też nie weszło. Bonusu nie było i tym samym gracz przeszedł do naszej wewnętrznej „galerii sław” historii, które się opowiadało przy różnych okazjach w pracy albo nowym krupierom, jako gracz, który miał pokera i był na tym stratny.* * * * * Przychodził do nas jeden Anglik, który radził sobie bardzo dobrze w blackjacka, grał po 10 zł, dla relaksu niż wygranych, po ubiorze widać było, że jakby chciał, to i 500 mógłby postawić na rozdanie. Wpłacał po 200-300 zł i potrafił po dwóch godzinach mieć ok. 500-600. Bardzo rzadko wychodził na minusie, stosował pewnie którąś z tabel, bardzo dużo wygranej oddawał w napiwkach, więc nikomu nie przeszkadzało, że wygrywał - po pierwsze nie były to duże kwoty, po drugie prawie połowa z nich szła do puli na napiwki. Po pewnym czasie klienci zauważyli, że gość „umie w blackjacka” i zaczęli się do niego dokładać. Dokładanie polega na tym, że jak gracz postawi 10 zł na box, a limit jest np. 100, to inni gracze mogą postawić tam swoje żetony, tak aby łączna ich suma nie przekraczała limitu. Nie mają oni jednak wpływu na decyzję, którą podejmuje gracz. Po mniej więcej dwóch miesiącach jak Anglik siadał do stołu, to pojawiał się przy nim wianuszek graczy chętnych się dokładać do jego żetonów. Na stole do gry jest 6 boxów, na których można obstawiać, jeden gracz może zagrać na wszystkich 6 boxach, wtedy cały stół jest jego. Nasz bohater grał na 1-2 boxach, ale ludzie, którzy do niego się dokładali, tak wisieli nad nim i nad stołem, żeby nikt się nie dosiadł i głupim zagraniem nie zepsuł jego strategii. Pewnego dnia przyszedł do stołu, przy którym stałem (limit 50 – 500), rozmienił ok. 2000 zł i zaczął grać na wszystkich boxach, po 30 minutach wszystkie jego boxy były przez innych graczy obstawione do maximum, on 50, inni gracze w sumie po 450 na box. Tego dnia po chwilowym sukcesie przegrał wszystko w kilkanaście minut, on te 2000, ale pozostali w sumie ok. 20 000 albo i lepiej. Ja mu tej gry do końca nie prowadziłem, bo poszedłem na przerwę, ale krupierowi, który grał z nim do końca dał napiwek 500 zł w gotówce, powiedział, że jutro wraca do siebie i że dziś przegrał specjalnie, żeby zrobić na złość tym, którzy się do niego dosiadali, pożegnał się i wyszedł. Taki troll kasynowy.* * * * * Historia bynajmniej nie zabawna, bardziej ukazująca problem hazardu: przychodzi człowiek, który zawsze jest bardzo kulturalny i miły, widać, że na poziomie, siada do rulety i przegrywa ok. 5000-10 000 grając po 50-100. Przychodzi tak raz na dwa tygodnie. Jak mnie przyjmowano do pracy, to już przychodził i tak grał. Wcześniej przegrał wszystko czego się dorobił, podobno kilka milionów, ogarnął się na tyle, że w najgorszym momencie przepisał dom na córkę. Z tego co było mówione w kuluarach, to te pieniądze, które przegrywał teraz, to było to, co udawało mu się zarobić i mu zostawało po odjęciu kosztów itp. Był uzależniony od gry, choć wiedział już, że się nie odkuje - grając z 10 000 nie da się dojść do milionów. Wyglądał na cholernie przygnębionego, od początku pogodzonego z porażką, tak jakby gra nawet nie sprawiała mu przyjemności. Myślę, że takie widoki skutecznie mogą odstraszyć innych od chęci spróbowania hazardu. * * * * * W kasynie można wygrać, i to dużo, ale najlepiej wtedy iść i już nie wracać. W automatach są jackpoty progresywne, wszystkie (lub część) automatów ułamek procenta od tego co zostanie wrzucone odkładają na jackpot, wygraną losową, która może wypaść w dowolnym momencie na którymś z automatów. Raz trafiła do nas dziewczyna, która przyszła chyba z koleżankami przed imprezą (może mieszkały w hotelu i zabiały czas), nikt jej nie kojarzył, by była naszym gościem. Wrzuciła - wg tego co mówiła ekipa techniczna od maszyn - max 300 zł, a trafiła jackpot ponad 170 tysięcy. Następnego dnia rano przyszła po kasę (w kasynie się wygrane odbiera w gotówce), dostała torbę z pieniędzmi, kierowcę i ochroniarza, którzy zawieźli ją do banku (przy dużych wygranych kasyno proponuje takie rozwiązanie, większość ludzi z tego korzysta, ale byli i tacy, którzy potrafili 70 tysięcy schować do reklamówki i w nocy wracać do domu). * * * * * Przed meczem reprezentacji (dawnej, nikt nie jest nawet w szerokiej kadrze tej obecnej) wpadło do nas 6 piłkarzy, wszyscy wtedy na topie, jedni u schyłku kariery, inni na początku, ale już z sukcesami. Grało dwóch, z czego jeden grubo, drugi po 50 złotych na kolor, popijając drinki. Nie upili się specjalnie mocno, ale trochę szklanek Chivasa w siebie wlali. Skończyli wizytę równo o 6:00, następnego dnia był mecz. Czterech w nim zagrało, to był bardzo nieudany występ. Jak ktoś się zastanawia, czemu to nie wyszło na jaw, to wtedy nie było takich możliwości jak teraz, by błyskawicznie zrobić zdjęcie osobie znanej, kasyna bardzo dbają o prywatność. Krupierzy informacji też nie wynoszą, czują się zobowiązani do dyskrecji, wpaja się to nam na każdym kroku. Nam wystarczyło, że dostaliśmy autografy. Mam nadzieję, że choć po części zaspokoiłem Waszą ciekawość i przepraszam za błędy stylistyczne, nie zajmuję się na co dzień pisaniem. {"type":"film","id":506412,"links":[{"id":"filmWhereToWatchTv","href":"/film/Korporacyjna+%C5%BCywno%C5%9B%C4%87-2008-506412/tv","text":"W TV"}]} powrót do forum filmu Korporacyjna żywność 2010-03-02 19:48:44 ocenił(a) ten film na: 7 Hamburgery zamiast warzyw- bo taniej :)Oto motto. pozman Wstrząsający. I smutny zarazem. Przeraziła mnie ta "góra mięcha" wychodząca z wielkiej maszyny do mielenia mięsa (jak miska x100). A już kolosalne wrażenie - góra kukurydzy. Tak, motto jest świetne. Ściśle wskazuje na to, czym się ludzie kierują w wyborze żywności. Równie dobry był tekst: "Ludzie przychodzili do sklepów farmerskich i mówili 'Co? Trzy dolary za tuzin jaj?'i piją puszkę coli za 75 centów".Strach pomyśleć co by się działo w Polsce, gdyby fast food był tańszy...:| Uriah Wkrótce będzie. Nie od dziś wiadomo, że istnieje jakaś grupa ludzi, dążących do przejęcia kontroli nad światem (jakkolwiek by to głupio nie zabrzmiało) i chce to uczynić przez otyłośc, plus ogłupicze typu filmy disneya i poratle społecznościowe. Radzę zainetersować się tematyką new age, masonów, Iluminatów i nagle to wszystko połączy się w niewiarygodnie spójną całość... tra Akurat masoni i iluminaci to nie do konca zle zjawiska. Wspolczesnosc ich polaczyla z zydami i przykleila im naklejke "chca nami wladac, chca przejac wladze nad swiatem". Troche prawdy w tym jest, ale to dzieki nim nastapil bardzo szybki rozwoj architektury,technologii, inzynierii etc... tra A ludzi chcacych nami kontrolowac nie trzeba daleko szukac. 10min w internecie i mozesz zobaczyc kto w unii odpowiada za takie a nie inne przepisy co chca nam narzucic. Ludzie sa tak ciemni, ze tamci nie musza sie nawet z tym kryc. No ale coz... Ratunku juz nie ma. I taka jest prawda. pozman Tylko, że to nie jest taniej hamburger w mcdonaldzie big mac 12zł, za to 12zł by można było kupić 2 bułki mięso, ser i np. jednego pomidora i ogórka kktóry by starczył na 4 hamburgery tak samo jak ser i mięso, problemem jest to, że ludziom się nei chce robić jedzenia wolą zapłacić 4x więcej ale żeby ktoś im to przygotował. Zresztą nawet fastfoody małe są tańsze niż wielkie sieciówy, kebab 10zł a się nim najem, w mc donaldzie (2x big mac) czy kfc musze wydać 25zł, aby się najeść. Tysma Za 12zł to ja mam jedzenia na cały dzień śniadanie, obiad, kolacja. To gdzie to taniej? pozman To co pakują w jedzenie mnie tak nie przeraziło. Najgorsze to te biedne zwierzęta :/ Aż ryczeć się chce. Niv_ Uroniłem łezkę pomiędzy kęsem burgera, a garścią frytek. Weź nie schizuj, na wsiach zwierzęta są traktowane podobnie, mniej lub bardziej humanitarnie i na mniejszą skalę, ale w ogóle to jest to samo. Zabijasz żeby JEŚĆ. Wegetarianin? Proszę bardzo, ja zostanę przy mięsie. Warborn Nie jestem wege, ani też przeciwko jedzeniu mięsa po prostu myślę ,że mogą sobie pożyć w jako takich warunkach w ciągu swojego krótkiego życia. To wymaga tylko odrobiny chęci. A na wsi w porządnym gospodarstwie nie rzuca sie zwierzetami jak piłkami, podejscie jest zupełnie inne. Niv_ Często na wsi, nawet w porządnym gospodarstwie (cokolwiek by to znaczyło), karmi się zwierzęta gorzej, a sposoby ubijania są mniej "humanitarne". I może nie rzuca się kurami, ale często zalegają we własnych odchodach (bo starsza babcia niekoniecznie ma siłę żeby sprzątać czy sypać świeżą ściółkę), atakowane przez drapieżniki (część natury, a co) czy równie źle karmi (jakakolwiek niesprawdzona pasza - bo tanio, resztki ze stołu, w tym często kurze dla kur - bo nie ma np. psa w obejściu, a szkoda żeby się marnowało). Owszem, czasem mają więcej przestrzeni, widzą niebo, pożrą rośliny czy owady, ale sedno sprawy jest takie, że i tak idą pod nóż. Warborn Śmierć czeka wszystkich, ale jednak nie żyje się dla śmierci. Nawet dla zwierząt. Jeśli uważasz zwierzęta za przedmiot to nie mamy o czym dyskutować. Niv_ Zwierzęta dzielę na jedzonko i inne. Musisz pamiętać, że rozmawiamy o nich (przynajmniej ja) w kategorii żywnościowej. Nie jest tak, że cenię sobie ludzi nad zwierzęta (wręcz przeciwnie), ale jestem na tyle realistą, że wiem, że takie gadanie, filmy czy protesty i tak nic nie zmienią. Więc jeśli to "męczenie" zwierząt polega na tuczeniu - trudno, niefajnie, ale niech tak zostanie. Co innego napier dalanie psa kołkiem czy podpalanie kota dla zabawy. No ale to już różne tematy. Warborn A gdzie niby widzisz tę różnicę? Oba zwierzęta - świnia, czy pies, są tak samo złożonymi i tak samo odczuwającymi ból istotami żywymi, kompletna hipokryzja. Zmienia się dzięki informowaniu społeczeństwa, kampaniom i tak dalej na szczęście wiele, jeszcze kilka lat temu nie było knajpek wegetariańskich, czy całych półek sklepowych z jedzeniem wege, teraz, przynajmniej w mieście, jest to normą, w jak wiadomo - nie mam podaży, gdy nie ma popytu, więc zdziwiłbyś się, jak bardzo wszystko, na szczęście, zmienia się na lepsze dla dobra naszego zdrowia, planety, oraz zwierząt. Grono świadomych konsumentów wzrasta. Warborn W ogóle nie zrozumiałeś filmu, prawda? :) Tutaj chodzi o skłonienie do myślenia odnośnie wielkich korporacji i koncernów, o rozpędzeniu tychże masowych produkcji o "krok za daleko". Piszesz o jakiejś fermie, gdzie starsza kobieta sprzedaje jaja, czy drób na targu, a film jest o znacznie większej skali. Nie chodzi o protesty, bo on pokazuje, że z nimi nie wygrasz. Wystarczy pokazać im, że decydujemy się na inne żywienie. I tak - piszesz o "tuczeniu", a to jest modyfikacja genetyczna, czy napychanie sterydami i innymi chemikaliami. No jeśli masz taki światopogląd to współczuję.. Niv_ obejrzyj "Earthlings" to dopiero zobaczysz, co robią ze zwierzętami. pozman "Hamburgery zamiast warzyw- bo taniej :)Oto motto."Uważasz, że ci ludzie jedzą syfiaste hamburgery, bo im tak smakują?Nie, oni to robią z braku mnie ludzką głupotę pokazuje stan, kiedy chęć zysku jest ważniejsza niż zdrowie człowieka,a tak właśnie dzieje się we współczesnym świecie. Jeżeli na czymś nie da się zarobić, to coś nie sobie, że wynalazłeś lek na raka/cukrzycę albo nieskończone źródło to ogłaszasz, jutro już nie żyjesz, twój wynalazek ląduje w głębokiej piwnicy jakiejś korporacji,a świat dalej spala ropę i umiera na to zmienić? Bardzo trudno, ponieważ 90% obecnego społeczeństwa to bezmózgi, któregapią się w tańce z gwiazdami i zamawiają pizze na telefon. Co gorsze - to im się bardzo bardzo głupim gatunkiem i ta planeta niedługo się z nas "otrząśnie"... pozman ocenił(a) ten film na: 7 tajler_darden Także często odnoszę wrażenie, że ludzkość mimo wielkich osiągnięć (np. inżynieria, medycyna, prawo) jest generalnie głupim gatunkiem (psychopaci, fanatycy). Czy żarcie w fast-foodach jest tanie? No tu nie masz racji. Zamów zestaw w McDonaldzie dla 4 osób. Poniżej stówy nie zamówisz. A za tyle możesz zjeść spokojnie w knajpie zwykły obiad. Ludzie to jedzą, bo nie chce im się pomyśleć, że to może być szkodliwe. Wygodniej jest nie myśleć, a potem lamentować i obwiniać. Albo ta cała amerykańska żywność na tackach do mikrofali. Potworność żywieniowa. Kupują ją, bo jest szybko, tanio i wygodnie. Po co samemu ugotować? tajler_darden Pizza nie jest wcale taka zła Dexterb O ile robisz ją sam. tajler_darden i nie z mąki pszennej ... tajler_darden chyba nie sądzisz, że 65-70% Amerykanów i 60% Australijczyków jest otyłych, bo nie stać ich na zdrową żywność?!Oni to robią właśnie dla smaku + są uzależnieni, choć nie zdają sobie z tego sprawy, bo wiele substancji w przetworzonej żywności jest bardzo uzależniająca.(teraz jest moda na brak glutaminianu sodu, chociaż o innych substancjach już producent nie chwali się w reklamie)Poza tym jest jeszcze brak edukacji dietetycznej. taperjeangirl Jakbym wiedział, dlaczego są otyli, to bym dostał nobla, a potem kulkę od firm produkujących "leki" dla mnie po prostu jedzą za mało ruchu, za dużo jedzenia WYSOKO PRZETWORZONEGO (np. syrop glukozowy zamiast cukru jest prawie wszędzie), a przede wszystkim za dużo węglowodanów w diecie. tajler_darden i tu masz rację

z głupim nie wygrasz